Jak cię widzą, tak cię piszą, czyli Kazimierza Rocheckiego słów kilka o Mostach Sztuki

Mosty Sztuki to coś więcej niż plener – to starannie przygotowany przez kuratorów Anię Obszyńską i Marka Haładudę projekt artystyczny, wspierany organizacyjnie i finansowo przez Goleniowski Dom Kultury. Projekt, który już dzisiaj można określić jako bardzo ważny i perspektywiczny, wpisujący się w mapę najistotniejszych wydarzeń artystycznych organizowanym w Zachodniopomorskiem. To nie tylko znakomity pomysł, idea artystyczna, klucz doboru uczestników, wzorowa organizacja. To także miejsce – szczególne i inspirujące, to atmosfera – to otwartość i wielka chęć uczestniczenia w tworzeniu nowego rozdziału dziejów sztuki, zarówno przez organizatorów, jak i przez kreatywnie myślących i działających właścicieli pałacu w Mostach, którzy swoją postawą dają gwarancje na trwanie i rozwój Mostów sztuki…

Ania Obszyńska i Marek Haładuda – kuratorzy pleneru

Ania – jako kuratorka – kompetentna i profesjonalna, wszystko ma pod kontrolą, robi to z niezwykłym wdziękiem i radością. Emanuje dobrą energią i częstuje każdego przeuroczym uśmiechem. Jako malarka – jest majestetyczna i melancholijna, w jej obrazach dominują mocne konkretne kolory, jest synteza, często kontrasty…, ale i tu jest wszystko pod kontrolą.

Marek… no tak, to chodzący spokój, ale tak naprawdę to chyba jednak w środku wulkan, który uśpiony z rzadka wybucha – na szczęście głównie podczas aktu twórczego. Jak sam mówi, jego malarstwo często go zaskakuje, wyrywa mu się z pod kontroli.

Wymyślił sobie, że zaprosi na plener takich artystów, którzy przynajmniej w 2/3 nigdy się ze sobą nie spotkali.

Eksperymentował na nas, ale skutecznie. Wyszło mu – wiem, bo wszyscy to mówili i wcale nie kurtuazyjnie. Myślę, że pomysł zaczerpnął, właśnie ze swojego procesu twórczego, ze swoich obrazów, w których tak potrafi ze sobą zestawiać kształty i kolory, że gdyby nie geniusz Marka to normalnie nie miałyby szans by ze sobą mogły współbrzmieć, a u niego  wszystko świetnie się komponuje. Tego po ludzku nie wytłumaczysz.

Marek – szacun.

Agnieszka i Paweł właściciele Main House Pałac Mosty fantastycznego miejsca z kilkusetletnią tradycją i zabytkowym ponadpięćipółhektarowym parkiem. Ludzie wyjątkowi, piękni i młodzi, wizjonerzy, pełni pomysłów, odważni, wrażliwi, wyjątkowi. Podjęli się wielkiego wyzwania. Zakupili pałac w Mostach i już prawie dziesięć lat odbudowują i prowadzą jego renowację. Robią to w możliwie najwierniejszy sposób. Chcą przywrócić go znowu do życia. Pokochali to co piękne, pokochali sztukę i artystów…  z wzajemnością.

Anna Bochenek, Bartosz Frączek, Joanna Imielska, Magdalena Januszkiewicz, Mariola Landowska, Rafał Labijak, Mateusz Pawełczyk, Kazimierz Rochecki i Iza Wolska – uczestnicy pleneru Mosty Sztuki w roku 2024.

Oprócz Ani i Marka kuratorów i zarazem uczestników pleneru – Mosty Sztuki budowali także powyżej wymienieni artyści.  Artyści spoza układów, z dużymi osiągnięciami i dużym dorobkiem artystycznym, z tytułami, niektórzy pełniący poważne funkcje na uczelniach artystycznych, ugruntowani i doświadczeni zawodowo i artystycznie, ale jednocześnie młodzieńczo otwarci na nowe pomysły.  Czujący atmosferę miejsca, czasu, wrażliwi na drugiego człowieka i na to co ich otacza. Mający wielki szacunek do wzajemnych artystycznych poczynań i doskonałe czucie i rozumienie wzajemnej sztuki, co było widać na wieczornych pokazach.

Ania Bochenek to taki radosny kolorowy ptak. Bawi się malarstwem, potrafi pracować jednocześnie nad kilkoma obrazami, szuka w nich swojego idealnego świata. Organiczne kształty i impresje łączy z architektonicznym porządkiem. Tworzy wielobarwne łamigłówki z prostych znaków, które wciągają do sycenia się jej kompozycjami i szukania znaczeń semantycznych, często dotykających bardzo istotnych spraw dla człowieka i jego środowiska.

Bartosz Frączek maluje całym sobą, wchodzi mentalnie do obrazu, najpierw walczy z materią, doprowadzając ją celowo do destrukcji, a później ją odbudowuje na własnych zasadach, układa swój porządek i swoją logikę wyrazu. Czasami pozwala ponieść się materii malarskiej, ale równolegle działająca jego druga natura trzyma wszystko w ryzach i kontroluje wewnętrzną siłę ekspresji. Nie boi się kontrastów i ryzykownych rozgrywek kolorystycznych.

Joanna Imielska – siła spokoju. W twórczości kontemplacyjna i konsekwentna. Benedyktyńska cierpliwość – ważny jest dla niej każdy element tworzonego dzieła, użyty materiał, sposób wyrazu, jednoznaczność kompozycyjna, struktura i światło… nie to realistyczne, ale to wymyślone w wyrazie dzieła i to co dzieło wyłania z ciemności…

Magdalena Januszkiewicz potrafi znakomicie operować znakiem, skrótem myślowym. Jako projektant graficzny czuje się najlepiej właśnie w takim myśleniu. W sposób prosty i niezwykle trafny potrafi zdefiniować obrazem lub znakiem bardzo pojemne zagadnienia. Jako malarka jest więc wierna syntetycznemu myśleniu, ale okrasza je wrażliwością kolorystyczną i zaskakującym, nieoczywistym układem kompozycyjnym.

Mariola Landowska – malarstwo i czucie świata … jest jej największym celem.

Liczne podróże, przebywanie w różnych kulturach świata spowodowały, że jej malarstwo przybrało charakter bardzo uniwersalny. Jego wielokulturowe źródła nadały twórczości Marioli bardzo charakterystyczny wyraz. Inspiracje danego miejsca filtrowane są przez te liczne doświadczenia i utrwalone wyobrażenia. Oceania, Afryka, Ameryka Południowa, Polska, Portugalia i Brazylia, gdzie od lat przebywa, nasycają jej obrazy niezwyczajnością i swojskością. Używana symbolika ewoluowała do wieloznaczności, przez co oprócz dominanty malowanego miejsca, czujemy w jej obrazach jedność z całym światem .

Rafał Labijak – skoncentrowany i bardzo konkrety. Można powiedzieć – jego twórczość to inżynieria malarska. Jest koncept i jest jego realizacja – powoli i krok po kroku. Ale to byłoby dla Rafała zbyt proste, dlatego lubi sobie z premedytacją przeszkadzać i naruszać oczywistości, które wynikałyby z konsekwencji jego działania. W pewnym etapie procesu twórczego otwiera się na swoiste zmagania, albo z materią, albo pozwala w swoim procesie twórczym działać emocjom. Robi to z rozwagą, celowo i z pełnym przekonaniem – po to, żeby dawać swoim obrazom tchnienie życia.

Mateusz Pawełczyk – jego proces twórczy to poligon walk artystycznych – zaczyna od ujarzmienia płótna, przez zabranie mu jego nieskazitelnej płaszczyzny. Pozbawienia go prawa bycia niezależnym obiektem.

Kiedy już oswoi sobie płótno, wprowadza kolejne warstwy malatury, a w zasadzie materii malarskiej, zaznaczając czytelny jedynie dla siebie kod konstrukcji kompozycyjnej.

Kiedy już płótno osiągnie odpowiednią gęstość materii – zaczyna się ostatni etap, w którym porządkuje układ kompozycyjny przez różne zabiegi malarskie czy naklejanie, doprowadzając go do zamierzonego celu. Dzięki tym wcześniejszym bataliom formalnym, jego obrazy żyją i pulsują warstwami, również tymi, które czasami już w sposób fizyczny nie są widoczne,

Iza Wolska – ma naturalny dar operowaniem formą i kolorem. Jest fanatyczką malarstwa, zresztą jak chyba wszyscy obecni na plenerze, ale z niej to najbardziej emanuje. Jej obrazy zanim zostaną namalowane, odbijają się w jej oczach, a kolory dostają specjalnego blasku. Podobnie jak Mateusz prowadzi artystyczna walkę na płótnie, ale jej płótna poddają się jej, zaledwie po kilkukrotnym dotknięciem pędzlem. Maluje intuicyjnie, ale prawie każdy gest jest poddawany analizie – trochę takiej kobiecej, mozaikowej, co czyni jej obrazy bardziej tajemniczymi, pomimo mimetycznych znaczeń. Dzięki wrodzonej łatwości operowania formą i kolorem i swojemu specyficznemu sposobowi działania osiąga wyjątkowo ciekawe rozwiązania artystyczne.

Kazimierz Rochecki – o sobie najtrudniej, ale spróbuję. Ostatnie czasy we wszystkich formach mojego działania, także w malarstwie, to dążenie do eliminacji wszystkiego, co może być zbędne. A właściwie więcej – namalować taki obraz, by formalnie nim już prawie nie był, ale żeby jeszcze czuło się, że nim jest i namalować jak najwięcej prawdy, przy użyciu minimalnej ilości środków. W życiu to przekłada się tak… zrobić jak najwięcej, przy użyciu jak najmniejszego wysiłku. Podobno jest to oznaka lenistwa albo dobrej logistyki…