Obiekty z papieru, tkanina – Agnieszka Chrzanowska-Małys
23 stycznia 2024 r., Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna w Goleniowie

Oprócz tego co na wernisażach oczywiste: kontemplowania prac, rozmów o sztuce i doświadczania estetycznych uniesień, wystawie towarzyszyło coś bardzo wyjątkowego. Muzyczna oprawa wernisażu powierzona została znanemu w branży muzycznej szczecińskiemu DJ-owi.
To kolejny projekt Mostów Sztuki, którego celem jest łączenie artystycznych światów i osobowości. Grzegorz Czerkasow – DJ Twister przygotował i zaprezentował podczas wernisażu set inspirowany twórczością Agnieszki Chrzanowskiej-Małys, czyli autorki eksponowanych na wystawie prac.
„Przy pomocy dwóch wirtualnych gramofonów, miksera i wyselekcjonowanych utworów będę starał się stworzyć tło dla dzieł pani Agnieszki Chrzanowskiej – Małys. Takie połączenie wrażeń tworzy prawdziwe mosty sztuki, gdzie jedna dziedzina wspomaga drugą wpływając na wrażenia estetyczne i kształtując ostateczny efekt jakim refleksja nad dziełem. To na pewno będzie ciekawe doświadczenie.”
Grzegorz Twister Czerkasow
A co o swojej wystawie pisze Agnieszka Chrzanowska-Małys?
„Podstawę naszego istnienia stanowi codzienność”
„Szczeliny istnienia” Jolanta Brach-Czaina
natura
Źródłem moich inspiracji jest natura. Nie są to jednak realistyczne odwzorowania, lecz moje osobiste, wewnętrzne „zapiski”. Uwolnione z wnętrza pod wpływem impulsu przybierają kształt wypowiedzi artystycznej budowanej wokół krajobrazu.
Impulsem staje się czasem tekst literacki, czasem filozoficzny, pojawia się wtedy uczucie współodczuwania. Ubranie w słowa, które napisał ktoś inny, swoich własnych intuicji, wątpliwości i poszukiwań to z jednej strony obezwładniające uczucie, z drugiej zaś uskrzydlające.
Ważny jest dla mnie niezwykle malarski język, wystarczy fragment, który uruchomi moją wyobraźnię. Zobaczone w ten sposób obrazy towarzyszą mi, zmuszają do przystanięcia, zastanowienia się, prowokują do wewnętrznego dialogu. Jednymi z pierwszych istotnych tekstów były dla mnie książki Józefa Czapskiego. Cytat ze „Wspomnień starobielskich”: „Po pewnym czasie wypływają na powierzchnię fakty, detale, o których się nawet nie miało pojęcia, że gdzieś w zwojach mózgowych zostały „zmagazynowane”. Przy tym wszystkim te wyrastające jakby z podświadomości wspomnienia są bardziej przetopione, organicznie powiązane i bardziej własne”.
Krajobraz, pejzaż, natura. Choć powinnam napisać MÓJ WŁASNY krajobraz, pejzaż, natura. MÓJ WŁASNY- „zmagazynowany”, zatrzymany w głębi wnętrza i wspomnień. Przetworzony. Przefiltrowany przez emocje, co daje mi możliwość odchodzenia od naśladowania rzeczywistości. Pozwala na większą swobodę tworzenia niezliczonych światów własnych, emocjonalnych odniesień.
Kiedy tworzę, przywołuję na myśl te obrazy, te pejzaże, które są opowieścią o chwilach, emocjach, wrażeniach. Mój wzrok nie odtwarza kształtów. Przedstawiana przestrzeń nie jest zamazana, a uogólniona, zweryfikowana przez czas, nie wisi w powietrzu, a wręcz przeciwnie – szuka drogi, by wylać się z mojego wnętrza i przybrać swój kształt, formę i ekspresję. Mój pejzaż jest sumą zjawisk obiektywnych i subiektywnych. To, co zobaczyłam, odczułam, na koniec staram się przetworzyć i zdefiniować jako kompozycję.
Prezentowane na wystawie obiekty powstały w latach 2020-2025. Kilka obiektów to część dyplomu zrealizowanego pod kierunkiem dr Michała Marka oraz przy wsparciu mgr Moniki Koniecznej na Wydziale Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Kolejne powstają wciąż i są uzupełnieniem cyklu „taki to więc byłby krajobraz”. Są też rozmową, a czasem polemiką z niezwykle ważnymi dla mnie książkami polskiej filozofki Jolanty Brach-Czainy „Szczeliny istnienia” i „Błony umysłu”.
To one pomogły mi wyjść z moich dotychczasowych, nierozstrzygalnych wątpliwości skupiających się wokół istnienia. O fenomenie i sile książek Brach-Czainy mówią prezentowane na wystawie obiekty. Snują opowieść o tym co mało istotne, a wręcz nieważne. Tak banalne, że wręcz niegodne opisania. Opowiadają o błahej codzienności. Niewidzialnej, ale odczuwalnej.
Obiekty podzielić można na trzy cykle. Te, stworzone z organicznej- roślinnej mieszanki, te- z papieru czerpanego oraz na te, które powstały z obierek ziemniaczanych. Każda z materii jest niezwykle krucha, każda zmienia się z czasem, jak nasze życie.
W mojej twórczości niezwykle ważne miejsce zajmuje tkanina i sztuka włókna.
Sitowie to rodzaj roślin, które należą do rodziny ciborowatych (turzycowatych). Liczy około 35 gatunków. Dwa z nich można znaleźć na terenie Polski. Sitowie naturalnie występuje na brzegach zbiorników wodnych. Nie jest rośliną wymagającą, w zasadzie rośnie i rozwija się samodzielnie.
Zbieram je na łąkach w okolicach gliwickiego Poligonu, późnym latem i jesienią. Wiążę w snopki, które czekają na swój czas. Sam proces powstawania obiektów papierowych jest długi i żmudny. Najpierw gotuję pulpę z roślin. Zmiękczone włókno odpowiednio preparuję, ubijam, rozcieram, czasem mielę. Innym razem do organicznej pulpy dorzucam papier recyklingowy (zapiski, notatki, niepotrzebne wydruki, wcześniej zmiksowane).
Powstają obiekty w ograniczonej, naturalnej kolorystyce. Intrygujące, nieoczywiste. Z unikalną fakturą. Fragmenty roślin, choć stapiają się w całość, tworzą nieregularne płaszczyzny. Intrygują, sprawiają, że obiektu chce się dotknąć. Tak jak dotykamy roślin podczas spaceru. To podświadome zwrócenie uwagi na jeden z najbardziej pierwotnych, ale zapomnianych w dzisiejszych czasach, zmysł dotyku, o którym przypomniała mi Jolanta Brach-Czaina. „Dotykanie jest zjawiskiem dwustronnym. To świat nas dotyka, gdy my go dotykamy. Akt dotyku zdaje się wyczerpywać we wzajemnym kontakcie (…)”.
Tworzywo, zastosowane w prezentowanych obiektach, przypomina o kruchości otaczającego świata. Proces preparowania roślin, tworzenia pejzaży fragment po fragmencie, pokornie i cierpliwie, nasuwa skojarzenia z codziennością, która wypełnia nasze życie. Jolanta Brach-Czaina pisała: „Skoro nasze istnienie przebiega głównie w doświadczeniu potocznym, pośród czynności zwykłych, to odmawiając im znaczenia unieważniamy się sami”.
Praca nad krajobrazami, roślinność, z której powstawały, przywodziły mi na myśl skojarzenia z heideggerowskim prześwitem. Czymże jest ten przecinek w gęstym lesie, przez który przenikają promienie słoneczne – czyż nie szczeliną życia? od której wszystko się zaczyna? Wszystko, czyli ŻYCIE- moja, Twoja egzystencja, która nie jest abstrakcją a konkretem.
Tak powstał „Szkicownik” i „Szkice z natury”. Te wyjątkowe zapiski powstały w powolnym procesie preparowania i suszenia roślin.
Tak jak wprowadzona przeze mnie do obiektów- krajobrazów nić. Osadzona w kontekście coraz bardziej ujednoliconych, monochromatycznych, wręcz bladych krajobrazów, zaczęła wibrować. Zaczęła mieć swój własny wydźwięk. Stworzyła zarys postaci, która wyłania się z tła. Kruche pejzaże znikły, stały się wnętrzem.
Te poszukiwania zaprowadziły mnie do stworzenia swoistego rodzaju całunów.
Pojawiał się ruch. Podobnie jak w układzie sznurka- wełny, która stworzyła zarys postaci ludzkiej – zniekształcony, odrealniony, pozbawiony cech indywidualnych. Miękki, niknący krajobraz, coraz bardziej jednolity, jak nasza codzienność, stał się jednocześnie wnętrzem i zewnętrzem, a widoczny obrys – granicą.
„Moją najbardziej oczywistą granicą jest skóra. Wyznacza ona wewnętrzne terytorium. Wyodrębnia je i oddziela od reszty świata (…)”.
Brzmienie przywołanych słów sprowokowało mnie, żeby zajrzeć do fizycznego wnętrza człowieka. Na białym, wyczerpanym własnoręcznie papierze, w mocno zaakcentowanym obrysie, zaczęłam wrysowywać elementy twarzy i fragmenty szkieletu ludzkiego. Wszystko rozmywałam wodą. Tak powstał awers. Po odwróceniu arkusza, na jego rewersie, pojawiły się plamy, odciski, ślady, mocne krawędzie rozmyły się. Kruchy i delikatny, zniszczony i pożółkły w trakcie pracy papier stał się w efekcie swoistego rodzaju całunem.
Całość domykam niezwykle ważnym dla mnie tryptykiem zatytułowanym „Portrety ontyczne”. Tu również bardzo istotne miejsce zajmuje materia- nieoczywista, ale jakże bliska codzienności. Portrety powstały z obierek ziemniaczanych.
Kobieta. Córka. Wnuczka. Żona. Matka.
Codzienność.
„Wstajemy.
Myjemy się.
Jemy śniadanie.
Pracujemy.
Robimy zakupy.
Przygotowujemy jedzenie.
Jemy.
Zmywamy.
Pracujemy.
Trwamy.
Przygotowujemy jedzenie.
Jemy.
Sprzątamy.
Myjemy się.
Zasypiamy.
Śpimy.
Budzimy się.
Rozgrzebana pościel rano. Nieświeża. Trzeba sprzątać. Usuwać. Każdego dnia od nowa porządkować”.
Jolanta Brach-Czaina nazywa to „krzątactwem”. Tytułuje tak jeden z rozdziałów/esejów „Szczelin istnienia”. Jej rozważania przyciągają uwagę artystek i artystów już od początku pojawienia się książek. I tak w 2001 roku, w warszawskiej Zachęcie- Narodowej Galerii Sztuki, Julita Wójcik organizuje happening- akcję „Obieranie ziemniaków”, a Anna Płotnicka organizuje we wrocławskim BWA w galerii Awangarda, wystawę „Krzątanina 1”. W 2004, równolegle, w BWA we Wrocławiu (galeria Awangarda) i w BWA w Zielonej Górze zostaje kuratorką wystawy „Krzątanina 2”.
I ja, w swych poszukiwaniach artystycznych, sięgam po ziemniak. Z jego „skóry” – potocznie zwanej obierkami – szyję trzy człekokształtne, pozbawione cech charakterystycznych wizerunki, przewrotnie nazwane portretami. Nie obraz człowieka mają utrwalać, ale mają być zapisem niewidocznej, wyciszonej, trywialnej wręcz codzienności, w której ten człowiek (bardziej kobieta) tkwi.
Pozszywane ze sobą czerwoną nicią obierki – dojrzewają, a wraz z dojrzewaniem, dopełniają się (jak nasze życie). Dziś są pokurczone i pozasychane, co powoduje, że użyta nić i czerwone tło zlewa się w całość, a sam zarys postaci coraz bardziej traci swoje antropoidalne kształty.
Krótka charakterystyka użytych materiałów:
Ziemniak. Naturalna, codzienna postać bycia polskiego domu. Tkwienia tu i teraz. Jestestwo moje/Twoje.
Nić. Być może to nić Ariadny, wyłaniająca się z labiryntu codziennych spraw. Zwyczajnych, ale i bohaterskich zarazem. Każdy z nas, każda z nas mierzy się ze swoją codziennością. Nić niesie sugestię ruchu z zewnątrz do wewnątrz ukazując relację wnętrza z zewnętrzem.
Igła. Pozostawia po sobie ślady. Dziurki. Otwory. Ślady codzienności.
W końcu, bez codzienności, przypomina Brach-Czaina, nie dostrzegalibyśmy znaczenia rzeczy niezwykłych, tych wielkich, wyjątkowych.
Jesteśmy zatem skazani na „krzątactwo”. Jesteśmy skazani na codzienność.













