Spotkanie

Pewnego jesiennego poranka stację paryskiego metra wypełniał zwykły gwar mknących do pracy ludzi. Pełni jeszcze snów oraz rogalików z dżemem, gnani pragnieniem budowania błyskotliwej, biurowej kariery, maszerowali zgodnym rytmem. Większość uzbrojona w teczki, niektórzy nawet w parasole. Wśród spieszących się urzędników pędziłem i ja. Starałem się trzymać tempo i nie potknąć się o hot-dogi czy pamiątki z wieży Eiffle’a. Właściwie prowadził mnie tłum. Zderzenie z innym tłumem mogło mnie wessać w inny kierunek (direction). Intensywnie więc, wpatrzony w plecy ludzi przede mną, zmierzałem do właściwego peronu, w stronę moich ówczesnych obowiązków. I gdy wpadłem w kolejny zakręt podziemnych korytarzy, sam już nie wiem, czy to reakcja na dźwięki, czy niezwykłość sytuacji, nagle mnie zatrzymała. Pod wielką reklamą na wykafelkowanej ścianie stała kilkunastoosobowa orkiestra kameralna.

Panowie w smokingach, panie w czarnych garsonkach. Wykonywali bodajże utwór Mozarta. Dźwięki skrzypiec, wiolonczeli, waltorni przenosiły w inny czas, w inne miejsce – choć nadal były częścią paryskiego metra. Niektórzy przechodnie zatrzymywali się i z większą lub mniejszą uwagą słuchali muzyki. Inni, nieobecni duchem, podążali swoją drogą.

Scena z muzykami grającymi w paryskim metrze była dla mnie obrazem spotkania. Spotkania z muzyką, dziejącą się poza czasem i miejscem. A przecież to miejsce, naznaczone pośpiechem i charakterystycznym zapachem podziemnych korytarzy metra, w swoisty sposób rezonowało. W ten sposób obraz porannego spotkania przypominał o nieoczywistości piękna, harmonii i o chwili, która może wykraczać poza teraźniejszość.

Odległą w czasie historię, ciągle żywą w mojej pamięci, przywołałem, wspominając niedawno zakończoną trzecią edycję pleneru „Mosty Sztuki”. Do miejscowości Mosty, w powiecie goleniowskim, województwa zachodniopomorskiego, przyjechało kilkanaście osób: artyści i artystki z różnych regionów Polski. Nieobojętna przyroda pałacowego założenia współtworzyła nierozerwalną całość plenerowych kontekstów. Różne artystyczne doświadczenia uczestników i uczestniczek pleneru, odmienne rodzaje postępowania malarskiego, zdawały się zapowiadać zaskakujące rezultaty twórczych konfrontacji. W miejscu oddalonym od codziennej rzeczywistości powstawały nieoczywiste obrazy, nierzadko niemające bezpośrednich związków z najbliższym otoczeniem. A jednak czas i „duch miejsca” zostawiały swój ślad w procesie twórczym. Spotkanie artystów i artystek było efektem wspólnego poczucia sensu trwania obrazu.

Podobne odczuwanie znalazło swoje odzwierciedlenie w potrzebie rozmowy. Zderzenie rozmaitych postaw artystycznych, odmiennych rodzajów obrazowania, także było swoistą rozmową. Częścią naszego plenerowego życia stały się wieczorne prezentacje, otwarte dla publiczności. Przybywały na nie liczne osoby – z Mostów i całego regionu. Długo trwające dyskusje były ważnym elementem naszego wspólnego czasu. Plenerowe dni odmierzane były malowaniem i poznawaniem siebie wzajemnie. Nieoczywiste zdarzenia skupiały w jednym miejscu przejawy piękna i tajemnicy malarstwa. Zapisywały w nim emocje, wrażenia i refleksje.

W surowych, pałacowych wnętrzach zdarzyło się spotkanie. Kilkanaście osób przedstawiło jeden, mający wiele rodzajów obrazowania, zapis. Ślad rzeczywistości, myśli i wrażeń, przeżywanych wspólnie i zrealizowanych w malarskiej materii – w lipcu 2025, w Mostach.

                                                                                             Marek Haładuda